Europejczycy kontra Azjaci

© 2004 Batrłomiej Walczak

Polemika z artykułem J. Szymankiewicza „Szabla polska i miecz japoński”, zamieszczonym w „Budojo” 1/2003. Pragnę podziękować Tomaszowi Zagożdżonowi za nadesłanie kopii tekstu.

Podejście

P. Szymankiewicz w ar­ty­kule stara się po­rów­nać ja­poń­skie szkoły walki mie­czem z eu­ro­pej­skimi szko­łami walki sza­blą. Jako osoba w nie­wiel­kim stop­niu kom­pe­tentna w obu tych te­ma­tach, swoje ko­men­ta­rze ogra­ni­czam do frag­men­tów, w któ­rych au­tor wy­raź­nie po­błą­dził, pi­sząc o hi­sto­rii szer­mierki w Europie. Będę od­wo­ły­wał się do kon­kret­nych cy­ta­tów.

Uderzenie

„Rozwój tech­niki mie­cza w na­stęp­nych [po XIII] wie­kach idzie w dwóch kie­run­kach. Jazda używa jego lżej­szej, sto­sow­nej do jed­nej lub dwóch rąk formy, a pie­chota du­żego i z cza­sem bar­dzo cięż­kiego mie­cza dwu­ręcz­nego. Od po­czątku XIV wieku, głów­nie w pie­cho­cie nie­miec­kiej, za­częły kró­lo­wać mie­cze dwu­ręczne. Ponieważ zwarte od­działy łucz­ni­ków za­ła­my­wały szarże koń­skie, ry­cer­stwo czę­sto mu­siało wal­czyć pie­szo.”

Prawidłowa na­zwa to mie­cze dłu­gie. Miecze dwu­ręczne jako ta­kie po­ja­wiły się do­piero w XVI wieku i fak­tycz­nie sta­no­wiły uzbro­je­nie pie­choty. Natomiast dłu­gich mie­czy uży­wała nie tylko pie­chota. Wręcz prze­ciw­nie – wraz z roz­wo­jem uzbro­je­nia ochron­nego w XIV wieku stał się on pod­sta­wową (po ko­pii albo lancy) bro­nią jazdy na pół­noc od Alp. Do XVI wieku nie można mó­wić o roz­róż­nia­niu mie­czy pie­choty i mie­czy jazdy. Według wszel­kich obec­nie do­stęp­nych źró­deł obie for­ma­cje uży­wały po­dob­nego uzbro­je­nia za­czep­nego.

Spieszenie ry­cer­stwa nie jest zwią­zane z wy­ko­rzy­sta­niem zwar­tych od­dzia­łów łucz­ni­ków, po­nie­waż w prze­ciw­nym wy­padku to Anglicy pod Poities i Crecy wal­czy­liby konno, jako że to w ich sze­re­gach znaj­do­wali się wspo­mniani strzelcy. Było ono ra­czej spo­wo­do­wane sy­tu­acją tak­tyczną, w ja­kiej zna­la­zła się ar­mia. Przy czym na­leży tu do­dać, że na­śla­du­jący ich Francuzi, nie ro­zu­mie­jąc idei walki pie­szej, swoje bi­twy w trak­cie pierw­szej fazy wojny stu­let­niej prze­gry­wali z kre­te­sem.

„Fechtunek mie­czem opie­rał się na for­mie krzyża, która z cza­sem roz­wi­nęła się do ośmiu kie­run­ków, z któ­rych można było wy­ko­nać cię­cie lub pchnię­cie.”

Informacja ta jest co naj­mniej nie­ści­sła. Jeśli można mó­wić o ja­kim­kol­wiek po­czątku fech­tunku dłu­gim mie­czem (au­tor po­mija tu­taj cał­ko­wi­cie rów­nie bo­gatą tra­dy­cję mie­cza jed­no­ręcz­nego, czy też ta­saka), to znaj­dziemy go w trak­ta­tach Hanko Doebringera (1389) i Fiore dei Liberi (1410). Hanko po­daje cztery pod­sta­wowe ude­rze­nia jako uko­śne – ciężko więc tu mó­wić o krzyżu, chyba że ob­ró­co­nym – a Fiore sześć: cztery uko­śne i dwa po­ziome. Liechtenauer w swo­ich na­ukach wy­mie­nia pięć „se­kret­nych” ude­rzeń, z któ­rych cztery wę­drują po tra­jek­to­riach zu­peł­nie od­mien­nych od su­ge­ro­wa­nych przez p. Szymankiewicza. Możliwe, że po­my­lił on tra­jek­to­rie ude­rzeń z czte­rema otwar­ciami, jed­nakże w ta­kim wy­padku nie ma sensu druga część jego stwier­dze­nia.

„Strategię walki ry­cer­skim mie­czem obo­siecz­nym po­dzie­lono na trzy ka­te­go­rie: w zbroi konno, w zbroi pie­szo oraz pie­szo bez zbroi.”

Trzeba tu za­zna­czyć, że miecz ni­gdy nie był stricte bro­nią „ry­cer­ską”. Był jed­nym z naj­pow­szech­niej­szych ro­dza­jów uzbro­je­nia w śre­dnio­wiecz­nej Europie.

„Według współ­cze­snych en­tu­zja­stów mie­cza, ba­da­ją­cych śre­dnio­wieczne trak­taty szer­mier­cze, naj­star­szym zna­nym teo­re­ty­kiem i prak­ty­kiem fech­tunku z po­łowy XIV wieku był J. Liechtenauer po­cho­dze­nia nie­miec­kiego. Zebrane przez niego za­sady walki mie­czem zo­stały spi­sane jed­nak do­piero przez jego uczniów.”

Autor za­po­mina do­dać ano­ni­mo­wego au­tora I.33, który opo­wiada nam o walce mie­czem „jed­no­ręcz­nym” i pu­kle­rzem. Przedstawiony tam sys­tem walki jest co naj­mniej tak samo zło­żony, jak u Liechtenauera. Jednocześnie naj­wcze­śniej­sze in­for­ma­cje na te­mat trak­ta­tów się­gają ok. 1250 roku, kiedy to bra­cia del Serpente na­pi­sali swoją księgę, która nie­stety się nie za­cho­wała, a praw­do­po­dob­nie rów­nież za­wie­rała tech­niki walki mie­czem i pu­kle­rzem.

„W do­ku­men­tach do­ty­czą­cych fech­tunku mie­czem z tego czasu wspo­mina się o wcale licz­nej gru­pie pol­skich wy­bit­nych mi­strzów tej pro­fe­sji, a je­den z nich miał na­le­żeć do grona na­uczy­cieli J. Liechtenauera.”

Informacja po­now­nie jest nie­ści­sła. Owszem, w trak­ta­cie Paulusa Kala (1480) znaj­duje się spis mi­strzów po­dą­ża­ją­cych tra­dy­cją Liechtenauera, ale nie wiemy, czy wy­mie­niony tam Wergiliusz z Krakowa fak­tycz­nie był na­uczy­cie­lem, czy też uczniem Johannesa. Podobnie o Niklausie von Popplau i Piotrze Wildygansie z Kłodzka nie wiemy nic. Andreas Legnitzer zo­sta­wił po so­bie kilka tech­nik do walki mie­czem i pu­kle­rzem, ale o jego bra­cie Jakubie słuch za­gi­nął. Pozostaje je­dy­nie miesz­ka­jący w Insbrucku Piotr z Gdańska, au­tor jed­nego z za­cho­wa­nych trak­ta­tów szer­mier­czych.

„Liechtenauer prze­ka­zał swoją wie­dzę wy­bra­nej grupce uczniów, od któ­rych za­częła ona pro­mie­nio­wać na całą Europę, w tym szcze­gól­nie Niemcy, Austrię i Polskę.”

W tym stwier­dze­niu za­warta jest spora prze­sada. Faktycznie, po­pu­lar­ność nauk Johannesa Liechtenauera była spora, ale nie ma do­wo­dów na to, żeby przed koń­cem śre­dnio­wie­cza się­gała poza krąg kra­jów nie­miec­ko­ję­zycz­nych.

„Inni znani mi­strzo­wie pi­szący trak­taty szer­mier­cze z po­cząt­ków XV wieku to Włoch Fiore dei Liberi (1410 r.) i Hans Talhoffer (1443 r.).

Źródeł jest znacz­nie wię­cej, cho­ciażby „Codex Wallerstein”, czy też „Gladiatoria”. Fakt, że au­tor swo­jej ana­li­zie (i to dość po­bież­nej) pod­dał je­dy­nie na­uki Johannesa Liechtenauera, sta­no­wiące za­le­d­wie wy­ci­nek róż­no­rod­nych sztuk walki ów­cze­snej Europy, sta­wia pre­zen­to­wany przez niego ob­raz pod zna­kiem za­py­ta­nia.

„W mie­czu pre­fe­ro­wano uży­cie siły nad tech­niką.”

Dość po­wszech­nie po­wta­rzany mit, któ­remu zresztą au­tor po­tem za­prze­cza. Owszem, siła była nie­odzow­nym ele­men­tem walki, ale trak­taty mó­wią do­kład­nie coś prze­ciw­nego – dzięki tech­nice słab­szy może wy­grać z sil­niej­szym.

„Podwaliny pod roz­wój szkół szer­mier­czych dało do­piero miesz­czań­stwo, za­kła­da­jące ze względu na po­trzebę sa­mo­obrony brac­twa szer­mier­cze.”

„W XV wieku po­wstają pierw­sze gil­die szer­mier­cze w Niemczech, które za­czy­nają dbać o ja­kość i po­ziom sztuki mie­cza. Z cza­sem po­ja­wiają się i w in­nych kra­jach.”

Czy brac­twa szer­mier­cze po­wstały ze względu na po­trzebę sa­mo­obrony, nie wia­domo. Faktem jest, że fecht­schu­len były zwią­zane z kul­turą miesz­czań­ską. Należy tu jed­nak za­zna­czyć, że ów­cze­sne „szkoły fech­tunku” były ra­czej po­krewne obec­nym „fit­ness clu­bom” niż rze­czy­wi­ście uczyły wal­czyć. Szeroką kry­tykę tego ro­dzaju in­sty­tu­cji prze­pro­wa­dza Hanko Doebringer w swoim trak­ta­cie z 1389 roku. Twierdzi on, że uczy się tam tylko wi­do­wi­sko­wych tech­nik, które nie­wiele mają wspól­nego z praw­dziwą walką. Pamiętać rów­nież na­leży o spe­cy­ficz­nych za­sa­dach po­je­dyn­ków obo­wią­zu­ją­cych w tego ro­dzaju in­sty­tu­cjach oraz o tym, że wy­wo­dzą się od wę­drow­nych mi­strzów szer­mierki, ma­ją­cych wów­czas sta­tus nie­wiele wyż­szy od ak­tora.

„Koncepcja szer­mierki nie­miec­kiej opie­rała się przede wszyst­kim na wy­prze­dza­ją­cym ataku a nie kontr­ataku opar­tym na czte­rech pod­sta­wo­wych po­sta­wach z mie­czem.”

To prawda, że ce­lem było za­da­nie pierw­szego ude­rze­nia, ale pięć se­kret­nych ude­rzeń po­ka­zuje, jak można od­zy­skać ini­cja­tywę, jed­no­cze­śnie kontr­ata­ku­jąc. Połączenie obrony i ataku w jedną ak­cję szer­mier­czą uprasz­cza sys­tem i spra­wia, że jest on ła­twiej­szy w uży­ciu. Sam po­dział ak­cji na „vor” (przed) i „nach” (po) su­ge­ruje świa­do­mość moż­li­wo­ści wy­ko­na­nia za­równo ak­cji wy­prze­dza­ją­cej, jak i kontr­ataku.

„To świad­czyło, że bar­dziej przy­wią­zy­wano zna­cze­nie do cech ze­wnętrz­nych, tj. siły, szyb­ko­ści i tech­niki, co od­po­wiada kon­cep­cji ja­poń­skiej set­su­ninto.”

Tutaj au­tor za­prze­cza bra­kowi tech­niki w walce dłu­gim mie­czem.

Co do cech ze­wnętrz­nych, na­leży za­zna­czyć, że wy­ma­gana od wal­czą­cego była od­waga – i mó­wią o tym za­równo Liechtenauer, jak i Fiore dei Liberi. Obaj od­ra­dzają oso­bom stra­chli­wym na­ukę szer­mierki.

„Aby chro­nić dło­nie, na więk­szo­ści za­cho­wa­nych ry­cin wi­dać, że nie­za­leż­nie od wy­so­ko­ści końca głowni, z wy­jąt­kiem tech­nik znad głowy, miecz trzy­many jest pła­zem skie­ro­wa­nym po­ziomo lub sko­śnie do ziemi, przez co sze­roki je­lec krzy­żowy utrud­niał bez­po­średni atak na dłoń.”

Pojęcie sze­ro­kiego jelca jest względne. Na pewno jed­nak jest on szer­szy niż tsuba w ka­ta­nie, czy je­lec w mie­czu chiń­skim.

Trzymanie uko­śne nie jest re­gułą, wy­star­czy spoj­rzeć np. na po­stawy Alber, Langen Ort, czy wło­ską Posta breve. Z pew­no­ścią jed­nak ochrona dłoni jest ważna, szcze­gól­nie w walce bez zbroi.

„Kciuk zwy­kle spo­czy­wał na środku krzyża jelca, co miało wspo­ma­gać ma­new­ro­wa­nie bro­nią.”

W nie­miec­kiej tra­dy­cji walki dłu­gim mie­czem ist­nieją dwa uchwyty mie­cza – z kciu­kiem na pła­zie i od­wró­coną o 180 stopni drugą dło­nią oraz „zwy­czajny”, z dłońmi jedna nad drugą. Tylko uchwy­ce­nie broni na pierw­szy spo­sób umoż­li­wia sku­teczne wy­ko­na­nie trzech z pię­ciu „se­kret­nych ude­rzeń” po­da­wa­nych przez Liechtenauera.

„To nie­jako po­twier­dza, że pa­ro­wa­nia wy­ko­ny­wano ostrzem, a nie pła­zem w czte­rech kie­run­kach.”

O ile w ogóle wy­ko­ny­wano „pa­ro­wa­nia”. Jak już na­pi­sano wcze­śniej, nie­miecka szkoła szer­mierki cha­rak­te­ry­zuje się tym, że do ataku i obrony wy­ko­rzy­stuje się te same ak­cje szer­mier­cze – ude­rze­nia. Parowanie jest ter­mi­nem, jaki do dłu­giego mie­cza i szkoły nie­miec­kiej nie ma za­sto­so­wa­nia.

Podsumowanie

Autor do­ko­nał wy­soce po­bież­nej i miej­scami błęd­nej ana­lizy nie­miec­kiej szkoły szer­mierki dłu­gim mie­czem, chcąc po­rów­nać je ze szko­łami ja­poń­skimi. Ze względu na ja­kość opra­co­wa­nia i sza­le­nie wą­ski za­kres ma­te­riału eu­ro­pej­skiego, po­rów­na­nie ta­kie po­zba­wione jest głęb­szej war­to­ści me­ry­to­rycz­nej i skła­nia do za­sta­no­wie­nia nad po­zo­sta­łymi dwiema czę­ściami ar­ty­kułu – o sza­bli i o mie­czach da­le­ko­wschod­nich.