Cięcie w nadgarstek

Spotkanie HEMAC – Dijon, 03.2002

W dniach 23-26 marca w Dijon we Francji od­było się pierw­sze spo­tka­nie Historical European Martial Arts Coalition – nie­for­mal­nej or­ga­ni­za­cji zrze­sza­ją­cej ba­da­czy i re­kon­struk­to­rów daw­nych sztuk walki. Impreza trwała od so­boty do wtorku. Razem z Radkiem przy­je­cha­li­śmy tam w pią­tek i zo­sta­li­śmy go­ścin­nie przy­jęci przez or­ga­ni­za­to­rów – Fabrice Cognot oraz Matta Eastona.

Po po­zby­ciu się ba­gaży zwie­dzi­li­śmy Muzeum Sztuk Pięknych w Dijon (zwane też mu­zeum Wielkich Diuków). Mieliśmy oka­zję przyj­rzeć się kil­ku­dzie­się­ciu cie­ka­wym ma­lo­wi­dłom i rzeź­bom oraz kilku in­te­re­su­ją­cym na­grob­kom. Z cie­kaw­szych eks­po­na­tów warto nad­mie­nić rzeźbę psiego py­ska z czep­cem kol­czym z wi­doczną wy­ściółką (prze­ry­so­waną dość wier­nie w książce Gary’ego Embeltona „Medieval Military Costume”), frag­ment rzeźby stopy z ka­wał­kiem sa­bota przy­wią­za­nego z przodu rze­mie­niem do buta oraz frag­ment rzeźby ręki z rę­ka­wicą klep­sy­drową (dzię­ku­jemy Tomaszowi Rajtarowi za udo­stęp­nie­nie po­niż­szych zdjęć z mu­zeum). Znajdujących się w mu­zeum mie­czy nie udało nam się zo­ba­czyć, po­nie­waż in­sty­tu­cja ta nie po­sia­dała wy­star­cza­jące ilo­ści lu­dzi, aby za­bez­pie­czyć wy­stawę (sic!). Resztę dnia i sporą część wie­czora spę­dzi­li­śmy w ir­landz­kim pu­bie, pi­jąc piwo lub sok, rzu­ca­jąc lot­kami i cze­ka­jąc na przy­jazd reszty zna­jo­mych.

Krótki opis poszczególnych prezentacji

Sobota

Dreynschlag, Christoph Kaindel – za­pasy z Dürera. Christoph i dwaj jego ko­le­dzy wagi cięż­kiej zro­bili na­prawdę nie­złe warsz­taty z za­pa­sów, prze­my­ślane, kon­kretne, a miej­scami dość za­bawne. Rozpoczęli od 20 mi­nu­to­wej de­mon­stra­cji róż­nych tech­nik, a po­tem za­czę­li­śmy pod ich kie­run­kiem ćwi­czyć pod­stawy. Christoph i reszta cho­dzili i po­pra­wiali, da­wali kon­kretne wska­zówki. Na ko­niec ba­wi­li­śmy się w „wy­rzu­ca­nie z dołka” przez osobę ska­czącą na jed­nej no­dze. Bardzo nam się po­do­bało.

Freifechter, Stefan Dieke – ra­pier z Meyera. Stefan Dieke i jego ko­lega naj­pierw za­pre­zen­to­wali kilka tech­nik, a po­tem prze­szli­śmy do ich ćwi­cze­nia. Przyznam się, że mia­łem pro­blemy z prze­sta­wie­niem swo­jej pracy nóg na ra­pier, po­nie­waż róż­niła się ona znacz­nie od tego, co pro­po­no­wał Stefan. Kilka tech­nik wy­da­wało mi się na pierw­szy rzut oka dość dziw­nych, ale nie po­dej­muję się oce­niać wier­no­ści in­ter­pre­ta­cji. Po ćwi­cze­niach, Freifechter za­de­mon­stro­wali krótki spar­ring, który zro­bił na nas dość prze­ciętne wra­że­nie.

Sala d’Arme Achille Marozzo, Marco Ruboli – miecz w szkole wło­skiej. Marco i jego ko­lega po­ka­zali dość prze­kro­jowo (co nie­stety ozna­cza też po­bież­nie) tech­niki z wło­skiej szkoły walki mie­czem. Zaczęli od po­staw i tech­nik z Fiore dei Liberi, po­tem prze­szli do Filipo Vadiego, a skoń­czyli na Manciolino i Achille Marozzo. Ostrzyłem so­bie zęby na tę pre­zen­ta­cję, a tym­cza­sem była ona moim zda­niem naj­słab­sza ze wszyst­kich pod wzglę­dem dy­dak­tycz­nym. Marco po­ka­zy­wał za jed­nym ra­zem trzy tech­niki, każdą tylko raz. Dla osób ich nie zna­ją­cych (w tym dla mnie) było to dość mę­czące. Marco na­pi­sał mi po­tem, że sta­rał się prze­ka­zać idee za­warte we wło­skich trak­ta­tach z XV i XVI wieku, a nie uczyć tech­nik. Trzeba na­to­miast przy­znać, że po se­mi­na­rium prze­słali wszyst­kim uczest­ni­kom „skrypt” pre­zen­ta­cji, li­czący około 30 stron, co w zu­peł­no­ści na­pra­wiło kiep­skie wra­że­nie, ja­kie wy­nio­słem z tej czę­ści im­prezy.

Potem przy­szedł czas na obiad, cał­kiem smaczny i bę­dący oka­zją do dal­szych roz­mów na różne te­maty. No i te fran­cu­skie sery!

Niedziela

FISAS, Maestro Lupo Sinclair – za­pre­zen­to­wał re­ne­san­sowe tech­niki walki spada di lato, czyli tzw. si­de­sword oraz spada y daga (miecz i szty­let). Metodycznie sama pre­zen­ta­cja stała na wy­so­kim po­zio­mie, cho­ciaż można by po­le­mi­zo­wać z jej war­stwą me­ry­to­ryczną. Cień na ca­łość rzu­ciło wy­po­wie­dziane na po­czątku stwier­dze­nie, że szer­mierka śre­dnio­wieczna była pry­mi­tywna i że roz­wi­nęła się do­piero w re­ne­san­sie. Zaprezentowana przez Sinclaira praca nóg ma, ow­szem, po­kry­cie w źró­dłach, ale są to źró­dła do­ty­czące ra­piera, a nie mie­cza (np. trak­tat Vincente Saviolo). Nie po­do­bały mi się rów­nież po­ka­zy­wane przez niego cię­cia, bę­dące ra­czej „pac­nię­ciami” po­dob­nymi do cio­sów sza­blą spor­tową. Ćwiczyliśmy w pa­rach pracę nóg, po­stawy i tech­niki. Na swój spo­sób po­ucza­jące, choć bu­dzące wąt­pli­wo­ści.

ARMA-PL, Radek Ropka i Bartek Walczak – ta­sak i miecz w Codex Wallerstein. Rozpoczęliśmy krót­kim wstę­pem na te­mat sa­mego trak­tatu, a po­tem prze­szli­śmy do tech­nik na ta­sak i ćwi­czeń w pa­rach. Następnie tro­chę mó­wi­łem o dłu­gim mie­czu, wy­ko­na­li­śmy kilka pro­stych ćwi­czeń przy­go­to­wu­ją­cych, a po­tem po­ka­za­li­śmy garść tech­nik – wszystko to było ćwi­czone w pa­rach. Nie zdą­ży­li­śmy prze­ćwi­czyć wszyst­kiego (jak to zwy­kle bywa), więc na sam ko­niec po­ka­za­li­śmy jesz­cze kilka tech­nik, a roz­wa­ża­nia za­koń­czy­li­śmy pre­zen­tu­jąc tech­nikę naj­bar­dziej zło­żoną oraz taką, w któ­rej od­rzuca się miecz i po­wala prze­ciw­nika na plecy. Uważam, że była to bar­dzo udana pre­zen­ta­cja. Odebraliśmy cał­kiem sporo gra­tu­la­cji.

Arts d’Armes, Phillipe Errard i Michael Huber – krótka pre­zen­ta­cja ra­piera na pod­sta­wie Thibaulta. Osobiście by­łem dość wy­czer­pany i przy­glą­da­łem się tylko jed­nym okiem, na­to­miast Radek twier­dzi, iż nie wy­ko­rzy­stali oni do końca po­ten­cjału „ma­gicz­nego koła”, które tak pie­czo­ło­wi­cie na­ma­lo­wali na pod­ło­dze sali. Przedstawili ma­te­riał dość cha­otycz­nie, dużo mó­wili, mało po­ka­zy­wali, ale było wi­dać, że wie­dzą, o czym mó­wią.

Wieczorem Ross Dean i Chris Webb (jako przed­sta­wi­ciele Angusa Trima w Europie) dali nam wy­jąt­kową oka­zję wzię­cia do ręki ostrych mie­czy i wy­ko­rzy­sta­nia ich w prak­tyce. Cięliśmy pla­sti­kowe bu­telki i pa­pie­rowe kar­tony, z dość du­żym po­wo­dze­niem. Takie „lek­kie” ćwi­cze­nie cięć nie daje wy­obra­że­nia o sile ude­rze­nia, ale z pew­no­ścią uczy pra­wi­dło­wego usta­wie­nia ostrza. Osobiście wo­lał­bym ciąć coś so­lid­niej­szego (Hans Heim twier­dzi, że cał­kiem nie­źle na­dają się do tego ja­poń­skie ta­tami), żeby móc spraw­dzić sku­tecz­ność kilku cięć. Było to dość po­ucza­jące do­świad­cze­nie.

Poniedziałek

Arts d’Armes, Michael Huber i Philip Didier (miecz); Le gu­er­riers d’Avalon, Olivier Dupuis (kij) – długi miecz oraz kij w „La no­ble science des jo­ueeurs de­spee”. Arts d’Armes to dość młoda grupa. Według tego, co mó­wili, ćwi­czą ra­zem od 2 mie­sięcy, a Egenolphem za­jęli się kilka ty­go­dni przed se­mi­na­rium, więc sama pre­zen­ta­cja była dość cha­otyczna i wi­dać było brak pew­no­ści pre­le­gen­tów. Pokazana in­ter­pre­ta­cja wy­da­wała mi się nieco dziwna, ale nie czuję się spe­cjal­nie mocny w XVI-wiecznej szer­mierce, więc nie mogę w ża­den inny spo­sób wy­ra­zić swo­jego zda­nia. Kij był nieco cie­kaw­szy, ale nie­stety za­pre­zen­to­wano go dość cha­otycz­nie.

Ochs, Johann Heim, Steffen Zimmerman i Stefan Königs – ta­sak w trak­ta­cie Johannesa Lecküchnera. Hans, Stefan i Steffen za­pre­zen­to­wali pod­sta­wowe po­stawy i cię­cia w re­la­cji do nauk mi­strza Liechtennauera, na któ­rych to Lecküchner ba­zo­wał. Po ich prze­ćwi­cze­niu za­częły się kon­kretne tech­niki, rów­nież in­te­re­su­jące. Niestety, drobna kon­tu­zja Radka unie­moż­li­wiła nam do­kładne przyj­rze­nie się wszyst­kim tech­ni­kom. Cała pre­zen­ta­cja była bar­dzo udana, choć pod ko­niec lu­dzie byli już dość zmę­czeni.

Schola Gladiatoria, Matt Easton i Chris Webb – szty­let w trak­ta­cie Fiore dei Liberi. Matt roz­po­czął od prze­czy­ta­nia tłu­ma­cze­nia dość in­te­re­su­ją­cego pro­logu do rę­ko­pisu z Getty. Następnie w ty­po­wym dla sie­bie lek­kim stylu ra­zem z Chrisem po­ka­zali pod­stawy i tech­niki na szty­let. Dużą część z tych rze­czy wi­dzie­li­śmy już pół roku wcze­śniej w Krakowie, więc mie­li­śmy oka­zję prze­ćwi­czyć wszystko jesz­cze raz. Brakowało w tej pre­zen­ta­cji ja­kie­goś „haka” na ćwi­czą­cych, ale me­ry­to­rycz­nie była bar­dzo do­bra.

Wtorek

Warrior’s Way, Colin Richards  – szty­let w Talhofferze 1467. Pomimo dość ob­szer­nych ko­men­ta­rzy do szty­letu w tym ma­nu­skryp­cie, wy­ko­na­nie za­war­tych w nim tech­nik jest cią­gle przed­mio­tem dys­ku­sji. Colin przed­sta­wił swoją usys­te­ma­ty­zo­waną ich in­ter­pre­ta­cję, którą ćwi­czy­li­śmy w pa­rach. Był to je­den z lep­szych warsz­ta­tów na tej im­pre­zie. Colin ma dość spe­cy­ficzne po­czu­cie hu­moru, ale zna się na rze­czy. Bawiliśmy się cał­kiem nie­źle.

Po lun­chu Ross i Chris po­now­nie umoż­li­wili nam wy­ko­rzy­sta­nie ostrej broni do cię­cia. Tym ra­zem pró­bo­wa­li­śmy nieco bar­dziej „fi­ne­zyj­nych” cięć, ku na­szemu zdzi­wie­niu z po­wo­dze­niem. Naszym po­czy­na­niom przy­glą­dali się stu­denci tam­tej­szego uni­wer­sy­tetu, nie­któ­rzy z nich mieli oka­zję na­wet sami spró­bo­wać swo­ich sił.

Na sam ko­niec Fabrice Cognot za­pre­zen­to­wał kilka tech­nik z Le Jeu de La Hache. Początek był dość in­te­re­su­jący, ale nie­stety był to czas, kiedy mu­sie­li­śmy się zbie­rać (dla­tego nie ma nas na zdję­ciu zbio­ro­wym). Ross i Chris od­wieźli nas na dwo­rzec i spo­koj­nie wró­ci­li­śmy do kraju.

Wrażenia ogólne

Była to dość ważna im­preza dla osób zwią­za­nych z HEMAC. Pozwoliła nam się spo­tkać z in­nymi i zo­ba­czyć, czym się zaj­mują. Sporo się na­uczy­li­śmy i do­wie­dzie­li­śmy, po­mimo róż­nego po­ziomu pre­zen­ta­cji. Szkoda, że nie wszy­scy mo­gli tam przy­je­chać (nie po­ja­wił się na przy­kład Mark Hillyard, Rob Lovett, czy Martin Austwick), po­zo­staje nam li­czyć na na­stępne tego ro­dzaju wy­da­rze­nia.

Dziękujemy Fabrice’owi i Mattowi za te kilka wspa­nia­łych dni spę­dzo­nych w Dijon.

Zdjęcie grupowe

Zdjęcie gru­powe

wydarzenia-thumb

Seminarium Ochs 1-2.11.2001

© 2002 Bartłomiej Walczak

Pod ko­niec paź­dzier­nika na za­pro­sze­nie Clausa Drexlera z nie­miec­kiej grupy Ochs uda­łem się do Monachium aby wziąć udział w se­mi­na­rium pro­wa­dzo­nym przez Jörga Bellinghausena. Tematem warsz­ta­tów była Kunst des lan­gen Swertes mi­strza Johannesa Liechtenauera.

Do Monachium do­je­cha­łem w pią­tek rano. Seminarium miało roz­po­cząć się do­piero na­stęp­nego dnia, więc po­zo­stały czas spę­dzi­łem z Clausem, Hansem Heimem, Steffenem Zimmermanem i Alexem Kiermayerem dys­ku­tu­jąc na te­mat śre­dnio­wiecz­nych sztuk walki i wy­mie­nia­jąc do­świad­cze­nia. W końcu mo­głem spo­tkać się z ludźmi, któ­rych zna­łem tylko przez Internet. W mię­dzy­cza­sie zwie­dzi­li­śmy rów­nież mu­zeum w zamku w Ingolstadt, gdzie mo­głem obej­rzeć do­sko­nałą ko­lek­cję śre­dnio­wiecz­nych tarcz (głów­nie pa­węży) oraz szty­le­tów. Znajdowało się tam rów­nież cał­kiem sporo re­ne­san­so­wych mie­czy (pod­pi­sa­nych jako ra­piery) i kilka in­nych cie­ka­wych rze­czy, m. in. pu­klerz o bar­dzo in­te­re­su­ją­cym kształ­cie, po­dobny do tych uwi­docz­nio­nych w Alte Almarut und Ringkunst z roku 1459. Niestety, za­po­mnia­łem wziąć ze sobą apa­ratu i nie by­łem w sta­nie zro­bić żad­nego zdję­cia.

Seminarium roz­po­częło się w so­botę o go­dzi­nie 11.00. Jörg wy­gło­sił krótki wy­kład na te­mat moż­li­wych źró­deł od­twa­rza­nia szer­mierki dłu­gim mie­czem, pod­kre­śla­jąc istotną rolę trak­ta­tów i pod­ręcz­ni­ków. Zaznaczył też, że rze­czy, które po­każe są jego wła­sną in­ter­pre­ta­cją tego, co za­wiera trak­tat mi­strza Sigmunta Ringecka.

Potem roz­po­częła się część prak­tyczna – na po­czątku pod­sta­wowe po­stawy w nie­miec­kiej szkole walki dłu­gim mie­czem: vom Tag, Ochs, Pflug oraz Alber. Jörg pod­kre­ślił, że nie na­leży trak­to­wać ich jako po­zy­cji sta­tycz­nych, ale jako po­czą­tek i ko­niec wy­ko­ny­wa­nych technik.Następnie prze­szedł do cięć i tech­nik. Na po­czątku ćwi­czy­li­śmy Oberhau, po­tem Zornhau wraz z Zornort oraz tech­ni­kami win­den, Krumphau (któ­rego wy­ko­na­nie jest przed­mio­tem licz­nych de­bat) oraz Zwerchhau. Wszystkie cię­cia wy­ko­ny­wa­li­śmy wraz z tech­ni­kami opi­sa­nymi w trak­ta­cie mi­strza Ringecka. Dzień za­koń­czył się sym­pa­tyczną ko­la­cją w po­bli­skiej re­stau­ra­cji, gdzie dys­ku­to­wa­li­śmy te­maty zwią­zane z szer­mierką i nie tylko.

Niedziela była nieco luź­niej­sza. Jörg wspo­mniał o Schielhau i Scheitelhau i za­pre­zen­to­wał kilka tech­nik. Potem prze­szli­śmy do pół-miecza i to za­jęło nam resztę dnia. Przez ostat­nie pół go­dziny Jörg od­po­wia­dał na na­sze py­ta­nia. Pokazał kilka rze­czy, któ­rych nie ćwi­czy­li­śmy w trak­cie se­mi­na­rium. Szkoda, że nie było już na to czasu.

W trak­cie tego se­mi­na­rium na­uczy­łem się cał­kiem sporo, po­mimo iż mój nie­miecki po­zo­sta­wia wiele do ży­cze­nia. Zaistniały, co prawda, pewne róż­nice w in­ter­pre­ta­cji, ale za­pre­zen­to­wany przez Jörga sys­tem jest nie­wąt­pli­wie in­te­re­su­jący. Chciałem po­dzię­ko­wać gru­pie Ochs za moż­li­wość wzię­cia udziału w se­mi­na­rium, a szcze­gól­nie moim go­spo­da­rzom – Clausowi Drexlerowi oraz Steffenowi Zimmermanowi – za wspa­niały czas, jaki spę­dzi­łem w Monachium.

10

HACA Euro Gathering 2001 13-14.10.2001

© 2001 Bartłomiej Walczak
podziękowania dla Matta Eastona za zdjęcia

Zjazd HACA Euro od­był się w dniach 13-14 paź­dzier­nika 2001 roku. Wielu uczest­ni­ków zja­wiło się jed­nak wcze­śniej, aby wziąć udział w wy­cieczce po kra­kow­skich mu­ze­ach w pią­tek rano. W jej trak­cie zwie­dzi­li­śmy Muzeum Narodowe, Zbrojownię na Wawelu oraz ar­se­nał w Muzeum Czartoryskich. Wycieczka była in­te­re­su­jąca nie tylko pod wzglę­dem edu­ka­cyj­nym, ale też po­zwo­liła nam le­piej się po­znać.

Samo se­mi­na­rium za­częło się o 9.00 rano w so­botę, cho­ciaż praw­dziwe otwar­cie miało miej­sce do­piero o 9.30, gdy więk­szość uczest­ni­ków do­tarła już na miej­sce. Po krót­kiej pre­zen­ta­cji i kilku sło­wach wstępu roz­po­czę­li­śmy główny pro­gram. Niestety, Marlon Höss-Böttger nie do­tarł do Krakowa ze względu na pro­blemy li­nii lot­ni­czych SwissAir. Rozpoczęliśmy więc od pre­zen­ta­cji pod­staw nie­miec­kiej szkoły walki dłu­gim mie­czem: po­zy­cji i głów­nych pryn­cy­piów walki.

Potem Colin Richards wy­gło­sił krótki wy­kład na te­mad po­dej­ścia do tre­ningu sztuk walki, ktory na­le­ża­łoby moim zda­niem po­wtó­rzyć jesz­cze kilka razy, aby każdy mógł prze­ko­nać się o róż­nicy po­mię­dzy praw­dzi­wym tre­nin­giem a „uda­wa­niem”. Colin za­koń­czył swój wy­kład po­zwa­la­jąc nam w grup­kach wielu na jed­nego zma­gać się z prze­ciw­ni­kami uzbro­jo­nymi w szty­lety. Tak mi­nął nam czas do lun­chu.

Pozostała część dnia prze­bie­gła już zgod­nie z pla­nem – wraz z Radkiem za­pre­zen­to­wa­li­śmy na­szą in­ter­pre­ta­cję trak­tatu Von Baumanna opartą na tłu­ma­cze­niu Grzegorza Żabińskiego. Zaczęliśmy od ta­saka i pre­zen­ta­cja ośmiu tech­nik wraz z in­struk­ta­rzem za­jęła nam po­nad go­dzinę. Pozostały czas wy­ko­rzy­sta­li­śmy na wy­tłu­ma­cze­nie na­szej in­ter­pre­ta­cji win­den oraz na ćwi­cze­nie kilku tech­nik z sek­cji dłu­giego mie­cza z Von Baumanna.

Następnie Matt Easton i Chriss Web po­ka­zali bar­dzo in­te­re­su­jące tech­niki na szty­let w opar­ciu o trak­tat Fiore dei Liberi. Muszę przy­znać, że zro­biło to na mnie wra­że­nie. Materiału było tak dużo, że do tej pory zdą­ży­łem za­po­mnieć po­nad po­łowę. Mattowi za­bra­kło czasu, żeby do­koń­czyć pre­zen­ta­cję, po­nie­waż mu­sie­li­śmy udać się na obiad. Resztę wie­czoru spę­dzi­li­śmy dys­ku­tu­jąc w re­stau­ra­cji Morskie Oko.

W nie­dzielę po­now­nie spo­tka­li­śmy się około 9.00, acz­kol­wiek wła­ściwy tre­ning nie za­czął się przed 10.00. Zamiast pla­no­wa­nej pre­zen­ta­cji Marlona Colin Richards po­ka­zał nam pod­sta­wowe kroki, co uświa­do­miło mi jak wiele rze­czy nie wiem oraz ile zdą­ży­łem za­po­mnieć. Zaraz po­tem Luca Porzio po­wie­dział kilka słów na te­mat cię­cia mie­czem, pod­kre­śla­jąc od­po­wied­nie uło­że­nie ostrza, tra­jek­to­rię, uchwyt i sku­pie­nie. Zakończył stwier­dze­niem, że czę­sto ćwi­czymy tech­niki tak na­prawdę nie zna­jąc pod­staw, co może pro­wa­dzić do złej ich in­ter­pre­ta­cji.

Około po­łu­dnia ra­zem z Radkiem kon­ty­nu­owa­li­śmy przed­sta­wia­nie tech­nik dłu­giego mie­cza z Von Baumanna. Niestety nie mie­li­śmy wy­star­cza­jąco wiele czasu, aby wszy­scy mo­gli ćwi­czyć każdą z nich. Dotarliśmy mniej wię­cej do 2/5 ma­te­riału i mu­sie­li­śmy udać się na lunch. Po po­siłku wy­ko­na­li­śmy je­dy­nie pre­zen­ta­cję po­zo­sta­łych tech­nik, już bez dal­szych ćwi­czeń.

Pałeczkę prze­jęli po­tem Luca Porzio oraz Frederico Bonelli i za­pre­zen­to­wali jedną z se­kwen­cji dwu­ręcz­nego mie­cza z trak­tatu Achille Marozzo, wy­ja­śnia­jąc punkt po punk­cie jej moż­liwe za­sto­so­wa­nie w walce. Demonstracja była głę­boko prze­my­ślana. Nie zda­wa­łem so­bie sprawy, że z za­le­d­wie dwoma stro­nami trak­tatu można zro­bić aż tak wiele.

Pod ko­niec pre­zen­ta­cji Luca za­pro­po­no­wał wszyst­kim spar­ring w zwol­nio­nym tem­pie, co oka­zało się być in­te­re­su­ją­cym do­świad­cze­niem. Niestety, nie po­sia­da­li­śmy bez­piecz­nej broni, która po­zwo­li­łaby nam na walki z pełną pręd­ko­ścią.

Po wal­kach Matt i Chris kon­ty­nu­owali swoją de­mon­stra­cję. Patryk Skupniewicz nie­stety nie był w sta­nie do­je­chać ze względu na wy­pa­dek sa­mo­cho­dowy, który miał miej­sce ja­kiś czas wcze­śniej. Chwyciliśmy szty­lety i za­bra­li­śmy się do ro­boty. Na sam ko­niec se­mi­na­rium po­now­nie wy­ko­na­li­śmy ćwi­cze­nie na szty­lety, które po­przed­niego dnia po­ka­zał nam Colin, tym ra­zem sta­ra­jąc się za­sto­so­wać to, czego się na­uczy­li­śmy od Matta.

Nauczyłem się wiele pod­czas tego week­endu. Wiele rze­czy było no­wych, ale przy­po­mniano mi też o pod­sta­wach, które na­leży cią­gle ćwi­czyć aż do osią­gnię­cia per­fek­cji, a po­tem jesz­cze tro­chę. Cała im­preza od­była się w bar­dzo przy­ja­ciel­skiej at­mos­fe­rze. Czułem się, jak­by­śmy wszy­scy two­rzyli swego ro­dzaju ro­dzinę. Poznaliśmy wiele lu­dzi i za­war­li­śmy zna­jo­mo­ści, które po­zwolą nam da­lej roz­wi­jać się w dzie­dzi­nie sztuk walk śre­dnio­wie­cza.

Dziękuję wszyst­kim, któ­rzy tam byli. Szkoda, że nie­któ­rzy z Was nie mo­gli tam przy­je­chać. Mamy na­dzieję, że w przy­szło­ści uda nam się zor­ga­ni­zo­wać po­dobne im­prezy.

Nagrania wideo

Codex Wallerstein, ta­sak
Codex Wallerstein, długi miecz
Fiore dei Liberi, szty­let

bastian

Seminarium HACA – 10.2000

© 2002 Bartłomiej Walczak

Pierwsze w Polsce se­mi­na­rium HACA od­było się w Krakowie w dniach 30 wrze­śnia – 1 paź­dzier­nika 2000. Wbrew ocze­ki­wa­niom, swoje uczest­nic­two zgło­siło za­le­d­wie 20 osób, w tym je­dy­nie 3 (oprócz go­spo­da­rzy) przy­na­le­żały do któ­rejś z grup na­le­żą­cych do pol­skiego ru­chu ry­cer­skiego. Seminarium po­świę­cone było me­to­dom walki dłu­gim mie­czem.

John Clements – prze­wod­ni­czący oraz in­struk­tor HACA – roz­po­czął spo­tka­nie wstę­pem teo­re­tycz­nym, mó­wiąc tro­chę o swo­jej or­ga­ni­za­cji, so­bie oraz o róż­ni­cach po­mię­dzy tym, czym się zaj­muje a szer­mierką spor­tową, te­atralną, a także o tym, jak bar­dzo nie­do­ce­niane są sztuki walki za­chodu w po­rów­na­niu do zbyt ide­ali­zo­wa­nych sztuk walk wschodu.

Po krót­kiej, acz wy­jąt­kowo efek­tow­nej pre­zen­ta­cji, John po­ka­zał po­stawy szer­mier­cze, opo­wia­da­jąc jed­no­cze­śnie o za­sto­so­wa­niu i zna­cze­niu każ­dej z nich, czę­sto od­wo­łu­jąc się do trak­ta­tów. Od tego za­czę­li­śmy na­sze ćwi­cze­nia. Dość płyn­nie prze­szli­śmy po­tem do cięć, z któ­rych część sta­no­wiła na­tu­ralne przej­ście po­mię­dzy róż­nymi po­sta­wami. Nasze ćwi­cze­nia prze­ry­wane były ko­lej­nymi pre­zen­ta­cjami tech­nik za­war­tych w ma­nu­skryp­tach, wy­ko­na­nych w spo­sób, który nie bu­dził żad­nych wąt­pli­wo­ści co do ich wy­so­kiej sku­tecz­no­ści.

Po prze­rwie na obiad, John dość długo tłu­ma­czył kon­cep­cję obrony w szer­mierce dłu­gim mie­czem, po­ka­zu­jąc nie­sku­tecz­ność sta­tycz­nych za­staw i po­ka­zu­jąc różne spo­soby scho­dze­nia, zbi­ja­nia i od­su­wa­nia cio­sów prze­ciw­nika, a także uni­wer­sal­ność wspo­mnia­nych po­staw w walce z kil­koma prze­ciw­ni­kami. Podkreślał istotę wy­czu­cia czasu i od­le­gło­ści, a także trzech ro­dza­jów ataku – przed, w trak­cie oraz po. Na ko­niec za­pre­zen­to­wał rów­nież jak po­winno wy­glą­dać pa­ro­wa­nie pła­zem – ostat­nia rzecz, do któ­rej sięga praw­dziwy szer­mierz. Ten te­mat, jako wy­soce kon­tro­wer­syjny, za­jął czas aż do końca dnia.

Gdy skoń­czył nam się czas, pod­czas któ­rego mo­gli­śmy ko­rzy­stać z sali, wy­szli­śmy na bo­isko i jesz­cze przez go­dzinę od­kry­wa­li­śmy w pa­rach różne wa­rianty obrony. Tego ro­dzaju ana­liza oka­zała się być wy­soce kształ­cąca i uży­teczna.

Drugi dzień roz­po­czę­li­śmy od po­wtó­rze­nia pod­staw i prze­szli­śmy do pracy nóg, ko­lej­nej pod­stawy w szer­mierce. Przy oka­zji omó­wiona zo­stała po­krótce tak­tyka w walce gru­po­wej, a także mie­li­śmy oka­zję uj­rzeć ko­lejne pre­zen­ta­cje tech­nik z trak­ta­tów.

W prze­rwie wy­bra­li­śmy się gru­powo do zbro­jowni na Wawelu, gdzie John przez dłuż­szą chwilę roz­pra­wiał na te­mat walki znaj­du­ją­cymi się tam mie­czami, bu­dząc przy oka­zji pewne za­in­te­re­so­wa­nie pil­nu­ją­cych tam pań. Po wy­ko­na­niu gru­po­wego zdję­cia i zje­dze­niu obiadu wró­ci­li­śmy na salę. Końcówka se­mi­na­rium upły­nęła tak, jak ko­niec dru­giego dnia – w pa­rach od­kry­wa­li­śmy różne spo­soby obrony.

John Clements jest sym­pa­tycz­nym czło­wie­kiem o wy­jąt­kowo wy­so­kich umie­jęt­no­ściach i spo­rym po­czu­ciu hu­moru. Seminarium to było pierw­szym, ja­kie prze­pro­wa­dził dla uczest­ni­ków, któ­rzy nie mó­wili po an­giel­sku. Okazało się, iż tłu­ma­cze­nie w du­żym stop­niu spo­wal­nia tempo, więc nie udało się zre­ali­zo­wać w ca­ło­ści za­pla­no­wa­nego pro­gramu, jed­nakże na­wet i to, co zo­stało po­ka­zane warte było obej­rze­nia.
Wszyscy sko­rzy­sta­li­śmy z se­mi­na­rium HACA, za­równo w kwe­stii tech­nicz­nej, me­ry­to­rycz­nej oraz me­to­do­lo­gicz­nej, jak i na­wią­zu­jąc kon­takty z in­nymi oso­bami za­in­te­re­so­wa­nymi wskrze­sze­niem sztuk walki za­chodu. Liczne de­mon­stra­cje za­war­tych w trak­ta­tach tech­nik i czę­ste od­nie­sie­nia do owych pod­ręcz­ni­ków, ja­sno uka­zują, że są one bar­dzo cen­nym źró­dłem in­for­ma­cji (a wła­ści­wie je­dy­nym), któ­rego nie na­leży w ża­den spo­sób lek­ce­wa­żyć. Czas po­każe, czy bę­dziemy w sta­nie zor­ga­ni­zo­wać taką im­prezę po­now­nie.