wydarzenia-thumb

Coś się kończy, coś się zaczyna

© 2006 Bartłomiej Walczak

Pożegnania nigdy nie są łatwe, szczególnie jeśli trzeba powiedzieć do widzenia osobom, które kiedyś były bardzo aktywne i którym grupa wiele zawdzięcza.

Lata 2005-2006 w ARMA-PL minęły dość spokojnie, co łatwo zauważyć między innymi po niewielkiej aktywności na stronie. W większości zajęci byliśmy szlifowaniem własnych umiejętności, korygowaniem interpretacji i dopracowywaniem metody. Gdzieś przemknęły bez wzmianki dwa zjazdy w Dijon (na ostatnim Tomek Maziarz i Piotr Szubert zrobili furorę swoją demonstracją i warsztatem zapaśniczym), bez echa minął również zjazd miłośników dawnego fechtunku w Gdańsku 2005. Nawet nasza obecność na turniejach rycerskich nie doczekała się wzmianki na stronie, chociaż organizowane ad hoc warsztaty często ściągały licznych zainteresowanych. Odbyło się kilka wewnętrznych zjazdów przeznaczonych tylko i wyłącznie dla nas.

Patrząc na obecny stan dawnych europejskich sztuk walki nie mogę się oprzeć wrażeniu, że przez ostatnich kilka lat nastąpiła znacząca zmiana w ogólnej świadomości, szczególnie jeśli chodzi o osoby związane z „odtwarzaniem” historii. Jeszcze nie tak dawno o traktatach nikt nie słyszał, a jakiekolwiek próby argumentacji na temat istnienia europejskich sztuk walki budziły w najlepszym wypadku niedowierzanie i zaskoczenie. Teraz nie ma już wątpliwości, że systemy takie istniały. W tej chwili wybór dokonuje się między tym, czy chcemy ćwiczyć zgodnie ze źródłami, czy też wybieramy jakąś własną konwencję. Zwiększyła się też znacznie świadomość bronioznawcza, zarówno „odbiorców”, jak i wytwórców.

Uważam, że to naprawdę duża zmiana i cieszę się, że ARMA brała w tym czynny udział. Przyczyniło się do tego wiele osób i nie sposób wymienić ich tutaj wszystkich. Moje myśli biegną teraz w kierunku Grześka Żabińskiego i jego doktoratu, Tomka Maziarza i jego artykułu o szkołach szermierczych, mrówczej pracy jego małżonki Moniki przy transkrypcjach i tłumaczeniach, licznych postach Michała Czerepa (Gwyna), czy tłumaczeniu 416 stron traktatu Leckuchnera w wykonaniu Marcina Surdla.

Ten etap dla ARMA-PL można uznać za zakończony.

Niestety, wraz tym zakończeniem odeszła też energia niektórych osób, które życie prywatne i problemy osobiste zmusiły do rezygnacji z członkostwa w naszej organizacji. Niektórzy nie byli w stanie do końca się zadeklarować, powodów innych zapewne nigdy nie poznam. Szczególnie szkoda mi tutaj Patryka Skupniewicza, który wprowadził do naszej grupy bardzo silną „bojową” energię, oraz Tomka Ciaćka, chłopaka o ogromnym potencjale jeśli chodzi o dawne europejskie sztuki walki. Wszystkim, co zdecydowali się odejść, dziękuję za wspólne tworzenie organizacji i życzę powodzenia we wszystkich przedsięwzięciach, jakich się podejmiecie.

Patrząc na obecne tendencje w naszej organizacji podejrzewam, że niedługo wyłoni się bardzo spójna metoda nauczania sztuki długiego miecza według Johannesa Liechtenauera, zapasów, walki w zbroi oraz sztyletu. Wszystko wskazuje na to, że niezależnie od tego, jaką drogą podążają indywidualne grupy szkoleniowe, wnioski są zawsze takie same: traktaty mają rację. Dowiodło tego ostatnie wewnętrzne spotkanie ARMA-PL, na których dyskutowaliśmy interpretacje nauk Liechtenauera.

Sądzę, że proces „stawiania pierwszych kroków” mamy już za sobą. Teraz pozostaje nam dalej ćwiczyć i szlifować nasze umiejętności, już ze świadomością że jesteśmy w stanie odcyfrować wskazówki zostawione nam przez naszych przodków i bez obawy, że to co robimy może być ślepą uliczką. Ostatnie kilka lat upewniło nas w tym, że nie jest.

Opublikowano w Aktualności.

Dodaj komentarz